Pycha kroczy przed upadkiem. Dlaczego tak trudno przyznać się do błędu?
Życie nie lubi ludzi nieomylnych. Dziś w pracy rozmawialiśmy w kilka osób o różnych sprawach. Każdy miał swoje zdanie. Każdy patrzył na problem z trochę innej strony. Nic niezwykłego.
W pewnym momencie jedna osoba zaczęła przekonywać wszystkich wokół, że tylko ona rozumie sytuację właściwie.
Była tak pewna swoich racji, że właściwie nie zostawiała miejsca na żadną inną możliwość.
Patrzyłam na to i nagle przypomniały mi się słowa, które znam od lat: „Pycha kroczy przed upadkiem.”
Przez długi czas wydawało mi się, że pycha wygląda spektakularnie. Że jest głośna. Że łatwo ją rozpoznać. Dziś myślę, że najczęściej przychodzi bardzo cicho. Przychodzi wtedy, gdy człowiek przestaje zadawać pytania. Gdy przestaje słuchać. Gdy jest przekonany, że już wszystko wie. Że już wszystko rozumie. Że inni po prostu nie dostrzegają tego, co dla niego jest oczywiste.
A przecież życie nieustannie pokazuje nam, jak niewiele wiemy. Wystarczy jeden telefon, jedna diagnoza, jedna rozmowa, jedno wydarzenie czy jeden zwyczajny dzień, który nagle przestaje być zwyczajny. I wszystko, czego byliśmy tak pewni, rozsypuje się jak domek z kart.
Życie jest niezwykle skutecznym nauczycielem pokory. Tylko nie każdy chce chodzić na jego lekcje.
Coraz bardziej przekonuję się, że racja i mądrość nie zawsze mieszkają pod tym samym adresem. Można mieć rację i jednocześnie niczego się nie nauczyć. Można wygrać spór i przegrać coś znacznie ważniejszego. Można mówić najgłośniej, a mimo to nie usłyszeć prawdy.
Nie boję się ludzi, którzy się mylą. Bo wszyscy się mylimy. Ja również. Niepokoi mnie natomiast pewność ludzi, którzy nie zostawiają sobie nawet odrobiny miejsca na możliwość pomyłki. Bo kiedy człowiek uznaje się za nieomylnego, zamyka drzwi. Przestaje słuchać. Przestaje się rozwijać. Przestaje widzieć.
Najmądrzejsi ludzie, których spotkałam, rzadko mówili: „Ja wiem najlepiej.” Znacznie częściej mówili: „Być może się mylę.” „Nie wiem wszystkiego.” „Posłuchajmy innych.” I paradoksalnie właśnie dlatego budzili największy szacunek.
Bo prawdziwa mądrość nie rodzi się z przekonania o własnej wyjątkowości. Rodzi się z pokory. Ze świadomości, że świat jest większy od naszego doświadczenia. Że inni mogą widzieć coś, czego my nie dostrzegamy. Że nawet po wielu latach wciąż możemy się czegoś nauczyć.
Myślę czasem, że życie najbardziej lubi ludzi ciekawych. Takich, którzy nadal pytają. Nadal słuchają. Nadal się dziwią. Bo kiedy człowiek przestaje być uczniem, bardzo szybko zaczyna wierzyć, że jest mistrzem. A wtedy życie zwykle przygotowuje mu kolejną lekcję. I robi to z niezwykłą skutecznością.
A Ty? Co cenisz bardziej: posiadanie racji czy odkrywanie prawdy?

