Menopauza zabrała mi energię, ale dała coś znacznie cenniejszego.

Nie wiem, czy to wina menopauzy. Wiem, że coraz bardziej kocham życie.

Ostatnio często jestem zmęczona. Nie tylko takim zmęczeniem, które mija po kawie czy wolnym weekendzie. To też inne zmęczenie, głębsze. Czasem budzę się rano i zastanawiam się, gdzie podziała się energia, którą kiedyś miałam w nadmiarze. Są noce, kiedy sen przychodzi późno. Są dni, kiedy organizm zdaje się żyć własnym rytmem. Bywają chwile, gdy serce nagle nierówno bije, a ciało wysyła sygnały, których wcześniej nie znałam.

Mówią, że to menopauza. Być może. Ale im dłużej przez nią przechodzę, tym bardziej mam wrażenie, że dzieje się coś jeszcze. Coś znacznie głębszego.

Przez większość życia żyłam w biegu. Jak wiele kobiet. Praca, obowiązki, troski, plany, marzenia. Ciągle coś trzeba było zrobić, dopilnować, zdążyć.

Aż pewnego dnia organizm powiedział: „dość”.

Na początku się buntowałam. Szukałam sposobów na więcej energii. Chciałam być taka jak dawniej: szybsza, silniejsza, bardziej wydajna. Dziś już nie jestem pewna, czy naprawdę chcę wrócić do tamtej siebie. Bo razem ze zmęczeniem przyszło coś, czego zupełnie się nie spodziewałam.

Zaczęłam częściej przebywać we własnym towarzystwie. I odkryłam, że jest mi ze sobą dobrze.

Lubię poranki z kubkiem herbaty. Lubię ciszę. Lubię patrzeć, jak rozwijają się róże w ogrodzie. Lubię obserwować zmieniające się pory roku i dostrzegać rzeczy, na które kiedyś nie miałam czasu. Kiedyś wydawało mi się, że życie składa się z wielkich wydarzeń. Dziś wiem, że składa się z chwil.

Zapachu deszczu, promienia słońca wpadającego przez okno, śpiewu ptaków o świcie, rozmowy z kimś bliskim, pierwszego kwitnienia róży, spokojnego wieczoru. Uff…

Może dlatego coraz mniej cierpliwości mam do bylejakości. Do pustych słów, do udawania, do życia na pokaz, do ludzi, którzy ciągle kombinują. Nie dlatego, że stałam się zgorzkniała. Po prostu coraz wyraźniej widzę, jak cenny jest czas. I jak szkoda go na rzeczy, które nie mają znaczenia.

Z wiekiem człowiek zaczyna dostrzegać więcej.

Nie tylko piękna.

Także przemijania, smutku, fałszu.

Tego, że nic nie trwa wiecznie.

I paradoksalnie właśnie wtedy zaczynam bardziej kochać życie. Nie mniej a bardziej. Bo rozumię, że każdy dzień jest darem.

Coraz częściej myślę o kobietach, które nie miały szansy dożyć tego etapu życia. Nie zobaczyły kolejnej wiosny. Nie usiadły latem w ogrodzie. Nie zobaczyły kolejnego kwitnienia róż. Nie usłyszały jeszcze jednego porannego koncertu ptaków.

I wtedy przychodzi do mnie wdzięczność.

Za każdą zmarszczkę.

Za każdy rok.

Za każdą porę roku, którą jeszcze mogę przeżyć.

Menopauza nie jest łatwa. Potrafi zmęczyć. Potrafi odebrać cierpliwość. Potrafi zaskoczyć zmianami, których wcześniej nie znałyśmy.

Ale może niesie też pewien dar.

Przez większą część życia kobiece ciało żyje w rytmie hormonów. Miesiączki, cykle, wzloty i spadki nastroju. Natura prowadzi nas swoją drogą. A potem przychodzi czas szczególny. Niełatwy, ale szczególny. Jakby życie mówiło: „Teraz już nie musisz nigdzie biec.”

Możesz po prostu być.

Być bliżej siebie.

Być bliżej natury.

Być bliżej tego, co naprawdę ważne.

Coraz częściej czuję też wdzięczność wobec Boga. Za świat. Za jego niezwykłą mądrość. Za rośliny, które mogą wspierać nasze zdrowie. Za zioła, które od wieków pomagają ludziom przetrwać trudniejsze chwile. Za owoce dojrzewające w słońcu. Za dobre jedzenie, które odżywia organizm. Za to, że nasze ciała są częścią natury, a nie czymś od niej oddzielonym.

Piszę te słowa, a za oknem ptaki dają swój przepiękny koncert. Nie potrzebują sceny ani reflektorów. Po prostu śpiewają. I nagle przypominam sobie siebie jako małą dziewczynkę. Potrafiłam godzinami zachwycać się światem, kwiatem, motylem, chmurą, biedronką.

Potem przyszła dorosłość i gdzieś po drodze ten zachwyt przykryły obowiązki, pośpiech i codzienne sprawy.

A dziś wraca.

Może właśnie taki jest jeden z darów dojrzałości. Nie to, że wiemy więcej. Ale to, że znowu potrafimy się zachwycić. Śpiewem ptaków, zapachem róży, smakiem dojrzałej truskawki, deszczem po upalnym dniu i samym faktem, że jeszcze tu jesteśmy.

Nie wiem, czy to menopauza. Nie wiem, czy to wiek. Wiem tylko, że mimo zmęczenia, mimo nieprzespanych nocy i mimo wszystkich zmian, coraz częściej łapię się na tym, że jestem szczęśliwa.

Tak zwyczajnie. Szczęśliwa, że żyję.

A Wy? Czy zauważyłyście, że z wiekiem coś się kończy… ale jednocześnie zaczyna się coś piękniejszego niż kiedykolwiek wcześniej?

Podobne wpisy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *