O człowieku, który brał wszystko za bardzo serio
Róża od rana układała kwiaty w wiadrze. Jedne miały kolce jak igły, inne wyglądały jakby przepraszały za samo istnienie. Jeden z krakowskich Targów żył swoim tempem. Ktoś się spieszył. Ktoś narzekał na ceny. Zwyczajny wtorkowy dzień.
Róża stała z rękami na biodrach i śmiała się do starszej pani, która próbowała wynegocjować cenę tulipanów o trzydzieści groszy.
– Pani kochana, ja też bym chciała, żeby wszystko było tańsze, ale róże nie słuchają inflacji!
W południe podszedł mężczyzna w granatowym płaszczu. Twarz napięta. Zaciśnięta szczęka. Twarz jak poniedziałek o szóstej rano.
– Poproszę bukiet porządny, idealny…
– Kwiaty idealne? – uniosła brew. – To pan powinien kupić sztuczne.
Nie uśmiechnął się.
– Ja nie żartuję.
– Wiem. I to jest właśnie problem.
Westchnął ciężko.
– Wszystko musi być jak należy. Inaczej się rozsypie.
Róża spojrzała na niego i zmrużyła oczy.
– A pan zawsze taki poważny czy tylko dziś specjalna okazja?
– Ja po prostu nie lubię bałaganu.
– To źle pan trafił. Tu jest życie.
Westchnął.
– W pracy chaos, w domu chaos. Człowiek musi to wszystko ogarniać.
– I jak? Udało się już ogarnąć świat?
Spojrzał na nią chłodno.
– Przynajmniej próbuję.
Róża roześmiała się głośno.
– Ja też kiedyś próbowałam. Wyszło mi skręcenie kręgosłupa od spinania się.
– To nie jest śmieszne.
– Jest trochę – odpowiedziała bez cienia złośliwości. – Bo pan wygląda, jakby się bał, że jak się pan uśmiechnie, to sufit spadnie.
Milczał.
– Wie pan co? – dodała. – Najbardziej zmęczeni są ci, którzy próbują być poważniejsi niż sytuacja.
– A jeśli coś zawalę?
Róża wzruszyła ramionami.
– To pan się męczy wyobrażeniem katastrofy, która jeszcze nie przyszła.
– Ktoś musi być odpowiedzialny.
– Odpowiedzialny to nie znaczy wiecznie spięty – ucięła. – Wie pan, co najbardziej męczy ludzi? Że próbują być twardsi niż życie wymaga.
Spojrzał na nią z lekką irytacją.
– Czy pani zawsze tak… lekko do wszystkiego podchodzi?
– Nie. Do rachunków nie. Do zdrowia też nie. Ale do krzywo ułożonych poduszek – zdecydowanie tak. – I co? Świat się już tyle razy zawalił i dalej stoi. Ja też kiedyś przypaliłam sernik i żyję.
Drgnął mu kącik ust.
– Pan się nigdy z siebie nie śmieje, prawda?
– Raczej nie.
– To szkoda. Bo jak człowiek nie śmieje się z siebie, to życie robi to za niego. Świat nie potrzebuje kolejnego strażnika powagi. Potrzebuje ludzi, którzy czasem potrafią się z siebie pośmiać.
Tym razem roześmiał się naprawdę. Róża podała mu bukiet róż, każda trochę inna.
– Są nierówne – zauważył.
– Wiem. Jak my wszyscy.
Zapłacił. Odszedł lżejszy. Róża spojrzała za nim i parsknęła pod nosem:
– Jakby się trochę pośmiał, to by mu zmarszczki się zrobiły przynajmniej od radości.
I wróciła do układania róż, nucąc pod nosem coś zupełnie bez powagi.
Jak myślisz co się stanie, jeśli jutro odpuścisz o jeden procent?

