Cichy sabotażysta zdrowia – przewlekły stres

Stres jest częścią życia. Nie ma człowieka, który by go nie znał. Czasem nawet jest potrzebny. Potrafi zmobilizować, pomóc zebrać się w sobie, podjąć decyzję, działać. Krótki stres mija i organizm wraca do równowagi. Problem zaczyna się wtedy, kiedy stres nie mija. Kiedy staje się codziennością. Kiedy napięcie jest z nami rano, w pracy, wieczorem i nawet w nocy. I wtedy powoli zaczyna się coś, czego często nie zauważamy od razu.

Kolejne sprawy, obowiązki, napięcia, konflikty, pośpiech – wszystko to sprawia, że organizm nie dostaje sygnału, że może już wrócić do równowagi. I właśnie wtedy zaczyna się przewlekły stres.

Ciało wszystko pamięta. Organizm człowieka nie jest stworzony do życia w ciągłym napięciu. Kiedy stres trwa długo, ciało funkcjonuje jakby cały czas było w trybie alarmu.

  • Serce pracuje szybciej.
  • Mięśnie są napięte.
  • Układ nerwowy nie odpoczywa.

Na początku wydaje się, że dajemy radę. Człowiek przyzwyczaja się do zmęczenia, do napięcia, do życia „na wysokich obrotach”. Tylko że ciało nie zapomina. I prędzej czy później zaczyna wysyłać sygnały.

  • zmęczenie, którego nie da się odespać
  • problemy ze snem
  • bóle głowy
  • rozdrażnienie
  • problemy z trawieniem
  • spadek odporności
  • spadek energii i motywacji
  • zaburzenia hormonalne
  • nadciśnienie i większe ryzyko chorób serca
  • i wiele innych

To często nie pojawia się nagle. To przychodzi powoli. A kiedy ,,silnik” pracuje bez przerwy, prędzej czy później zaczyna się przegrzewać.

Historia z poczekalni.

Kiedyś siedziałam w poczekalni w poradni onkologii. Pełna sala kobiet czekających na wizytę. Jedne milczące, inne zaczęły ze sobą rozmawiać. I wtedy kilka z nich powiedziało coś, co zapamiętałam bardzo dobrze. Okazało się, że chorobę wykryto u nich niedługo po przejściu na emeryturę. Jedna z kobiet powiedziała wtedy spokojnie: „Całe życie pracowałam w biegu. Ciągle stres, odpowiedzialność, napięcie. A kiedy w końcu zwolniłam… organizm jakby powiedział: teraz ja.”

Nie wiem, czy to był przypadek. Nie wiem, czy można to tak prosto tłumaczyć. Ale wtedy pomyślałam o jednej rzeczy. Człowiek potrafi latami funkcjonować w napięciu, bo obowiązki, bo odpowiedzialność. I dopiero kiedy wszystko trochę zwalnia, ciało zaczyna głośniej mówić o tym, co było w nim przez lata. To nie jest naukowy dowód. Ale jest przypomnienie, że organizm nie jest z kamienia.

Dlatego stresu nie warto lekceważyć Nie chodzi o to, żeby żyć bez stresu. To jest niemożliwe. Ale warto zauważyć moment, kiedy stres przestaje być chwilą, a zaczyna być tłem życia. Kiedy wszystko jest pilne. Kiedy ciągle trzeba zdążyć. Kiedy napięcie staje się czymś normalnym.

Czasem wystarczy naprawdę niewiele, żeby ciało dostało sygnał, że może na chwilę odetchnąć. Spacer, rozmowa z kimś bliskim, chwila ciszy, odpuszczenie jednej rzeczy, która wcale nie musi być zrobiona dzisiaj.

Organizm bardzo chce wracać do równowagi. Tylko trzeba mu na to pozwolić. Bo zdrowie rzadko psuje się nagle. Najczęściej robi to po cichu – dzień po dniu.

Dlatego czasem warto się zatrzymać i zapytać siebie o jedną prostą rzecz: czy moje ciało ma dziś choć chwilę spokoju?

Podobne wpisy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *