Zupy, które leczą. Po mojemu.
Im jestem starsza, tym bardziej wierzę w zupy. Nie w modne diety, nie w proszki, nie w „szybkie rozwiązania”. W zupy. Te gotowane długo, spokojnie, z warzyw, kości, przypraw i czasu.
I co ciekawe – medycyna chińska, medycyna naturalna i ta klasyczna mówią w tej sprawie bardzo podobnym głosem. Tylko używają innych słów.
Co mówi medycyna chińska. W tradycyjnej medycynie chińskiej zupa to nie jest „pierwsze danie”. To podstawa odżywiania.
Zupy: ogrzewają organizm, wzmacniają trawienie, budują energię (Qi), są lekkie dla żołądka, a jednocześnie odżywcze. Według tej filozofii zimne jedzenie osłabia, a ciepłe, gotowane długo, wzmacnia. Dlatego rosół, wywary, kleiki i zupy warzywne są tam traktowane jak coś pomiędzy jedzeniem a terapią.
I powiem szczerze – nie trzeba znać teorii Yin i Yang, żeby zauważyć, że po ciepłej zupie człowiek czuje się lepiej niż po kanapce z lodówki.
Medycyna naturalna mówi podobnie. W medycynie naturalnej zupa to:
łatwo przyswajalne składniki, minerały rozpuszczone w wywarze,
wsparcie dla jelit i odporności.
Dlatego od zawsze przy chorobie była zupa: rosół, krupnik, jarzynowa.
Nie dlatego, że „nie było nic innego”, tylko dlatego, że organizm chory nie ma siły trawić ciężkich rzeczy.
A co na to medycyna klasyczna. I tu ciekawostka, bo klasyczna medycyna też się z tym zgadza, tylko mówi innym językiem. Ciepłe zupy: są nawadniające, dostarczają elektrolitów, są łatwe do strawienia pomagają przy osłabieniu i infekcjach.
Rosół nie leczy wszystkiego, ale: pomaga wrócić do sił, nie obciąża, daje organizmowi to, czego potrzebuje, żeby sam się ogarnął.
Czyli znowu: inne słowa, ten sam sens.
Jak ja na to patrzę. Dla mnie zupa to: sygnał bezpieczeństwa, ciepło w brzuchu, spokój, po prostu dom.
Dlatego u mnie: rosół jest, gdy ktoś choruje, krupnik jest, gdy jest zimno,
jarzynowa jest, gdy trzeba odpocząć od ciężkiego jedzenia. Nie analizuję tego przy garnku. Po prostu czuję, że to działa. Zupa to nie dieta. To rytm. Zupy uczą jednego: zwolnienia.
Nie da się zrobić dobrej zupy w pośpiechu. Ona potrzebuje czasu. A razem z nią – my.
I chyba dlatego wszystkie mądre systemy, niezależnie czy w Chinach, u babci czy w szpitalu, zawsze wracają do garnka.
I teraz pytanie, bo to mnie naprawdę ciekawi. Czy Ty też masz takie poczucie, że w świecie pełnym suplementów i porad, najwięcej sensu wciąż ma talerz ciepłej zupy?
