Pięćdziesiąt lat. Niby tylko liczba, a jednak moment, w którym zaczynasz słyszeć czas wyraźniej niż kiedyś. Poranne ptaki brzmią głębiej, rozmowy z bliskimi mają większą wagę, a zwykła kawa potrafi wzruszyć.
Czy to lęk przed przemijaniem, czy początek prawdziwego życia?
W tym wpisie opowiadam o smutku, który okazał się miłością do życia. O świadomości, która nie odbiera radości, tylko ją wyostrza. I o tym, dlaczego druga połowa życia może być spokojniejsza, odważniejsza i bardziej prawdziwa niż młodość.
Może nie chodzi o to, ile czasu nam zostało.
Może chodzi o to, czy naprawdę jesteśmy.