Ile razy można usłyszeć „nie”? Historia Pawła, która daje do myślenia
Zauważyłaś kiedyś jedną rzecz?
Że życie nie sprawdza nas wtedy, kiedy wszystko idzie dobrze. Tylko wtedy, kiedy zaczyna się robić pod górę… i jeszcze ktoś dorzuci kamień.
Paweł studiuje zaocznie i pracuje. Normalne życie. I nagle pojawia się temat praktyk. 700 godzin brzmi poważnie. Tylko nikt nie pyta: kiedy? Bo człowiek pracuje. Ma obowiązki. Nie żyje tylko uczelnią. Więc robi coś rozsądnego – chce zaliczyć praktyki na podstawie pracy, którą już wykonuje, tym bardziej że jest zgodna z programem.
I tu zaczyna się to, co znamy aż za dobrze.
Nie. Jeszcze raz: nie. I jeszcze. I jeszcze siedem razy.
I to jest ten moment, gdzie większość ludzi mówi: „Dobra, nie mam już siły”. I ja to rozumiem. Ale on zrobił coś, co – powiem wprost – rzadko się dziś widzi. Nie odpuścił. Nie zrobił awantury. Nie obraził się na świat. Po prostu… wracał. Znowu pisał. Znowu pytał. Znowu próbował. Jakby gdzieś w środku miał takie spokojne przekonanie: to ma sens, tylko jeszcze nie teraz.
W końcu trafia do dziekan, ostateczne opiekun praktyk je zalicza.
I co?
System dalej mówi „nie”. I tu już naprawdę robi się ciężko. Bo człowiek zrobił wszystko.
I właśnie wtedy – nie z wielkiej siły, tylko bardziej z bezsilności – mówi: „Boże, pomóż”. I dalej robi swoje. Nie wielkie gesty. Nie bohaterstwo. Tylko zwykłe, uparte „jeszcze raz”.
I w końcu się udaje.
I powiem Ci coś szczerze ja to po prostu podziwiam. Bo łatwo jest mówić, że trzeba być wytrwałym. Dużo trudniej być nim wtedy, kiedy po raz kolejny słyszysz „nie”. I to jest ten moment, który robi różnicę. Nie talent, nie szczęście, tylko to, że ktoś nie odpuścił.
Patrzę na to i myślę…warto czasem zawalczyć jeszcze chwilę dłużej.
Na koniec ciekawe, czy w Twoim życiu jest coś, co warto spróbować jeszcze jeden raz… zanim naprawdę to zostawisz?

