Jesień w Polsce- małe zachwyty, las, smaki i chwile wdzięczności

Jesień, nie pyta o pozwolenie​. Jesień ma w sobie niezwykłą zuchwałość. Przychodzi i nawet nie sprawdza, czy mamy na nią czas. Liście zmieniają kolor, dni robią się coraz krótsze, wieczory zapadają szybciej, a człowiek nadal ma pracę, rachunki, zakupy i całą tę codzienną układankę, która jakoś sama nie chce się ułożyć.​

A mimo wszystko wystarczy czasem po prostu spojrzeć przez okno. I już. Żółty, rudy, czerwony, brązowy. Jeszcze trochę zieleni. Jakby ktoś wyjął z szuflady wszystkie jesienne kredki i postanowił użyć ich wszystkich naraz.

​Polska jesienią naprawdę potrafi człowieka zatrzymać. Mamy cztery wyraźne pory roku, a wraz z nimi zupełnie różne oblicza tego samego kraju. Mamy morze, jeziora i surowe góry. Mamy bory, lasy i puszcze. Miejsca, gdzie wystarczy wejść między drzewa, by po kilku minutach przestać słyszeć cały miejski zgiełk.​

I czasami naprawdę myślę: Boże, jakie to szczęście, że urodziłam się właśnie tutaj.​

Nie mówię tego dlatego, że u nas wszystko jest idealne. Bo oczywiście nie jest. Życie potrafi człowieka przeczołgać. Jednego dnia zachwycamy się kolorami koran drzew, a następnego martwimy się czymś, czego nie da się załatwić jednym szybkim telefonem.

Praca czeka. Dom czeka. Zobowiązania czekają, a czasem coś co nas przerasta. A przecież zdarzy się, że człowiek wraca do domu tak zmęczony, że jedynym planem na wieczór jest usiąść i przez pięć minut nie słyszeć własnych myśli.

​A potem przychodzi jesień i cicho mówi: „No dobrze, ale zobacz na chwilę tutaj.” ​

I pokazuje nam jedno drzewo. Albo mgłę osiadającą nad polami. Albo mroczny, pachnący las. Albo grzyba, którego mijaliśmy już trzy razy, zanim łaskawie pozwolił się zauważyć. 🍄​🍎

Jesień zostaje też w kuchni​. Może właśnie dlatego jesienią nabieram ochoty na rzeczy, na które normalnie brakuje mi sił. Po pracy można przecież tylko odpoczywać. Ale można też zakasać rękawy i zrobić coś, co później będzie cieszyło oczy i podniebienie przez wiele zimowych tygodni.​

U mnie pojawiła się już kisząca się kapusta. Było szatkowanie, ugniatanie, pomoc panów i cała ta wielka operacja, po której człowiek zaczyna podejrzewać, że zamiast karnetu na siłownię wystarczy kupić dziesięć kilogramów kapusty. 🤭KLIK

​Były też jabłka i dynia. Dynia trafiła do gorącego piekarnika, jabłka do garnka, pojawił się świeży imbir, pachnąca przyprawa do szarlotki, pomarańczowa skórka i… truskawkowa galaretka, bo pomarańczowej akurat nie miałam pod ręką. Tak właśnie powstał mój Złoty Czar Jesieni – dżem z jabłek i pieczonej dyni. 🍎🎃KLIK

​A gdzieś pomiędzy tym wszystkim dojrzewały ciemne winogrona, które przez całe lato spijały słońce. Z takich winogron powstaje sok: ciemny, gęsty, intensywny. Kiedy taka głęboko fioletowa butelka stoi potem w spiżarni, człowiek ma poczucie, że udało mu się zamknąć kawałek lata w szkle. 🍇​ KLIK

Nie można zapomnieć o codziennym jesiennym rytuale do porannej kawusi w postaci korzennego syropu KLIK

A las? ​Las jesienią to zupełnie oKsobna opowieść. Nie trzeba nawet niczego zbierać. Wystarczy po prostu wejść między pnie. Pachnie mokrą ziemią, igliwiem i dojrzałym mchem. Pod nogami szeleszczą miękkie liście. Gdzieś z cicha spada żołądź, gdzieś wysoko stuka dzięcioł.​ A potem nagle: jest! Grzyb.​

I człowiek, który jeszcze chwilę wcześniej szedł bez celu, nagle zmienia się w detektywa. Patrzy pod nogi, pod krzaki, skanuje świerkowe gałązki. Wraca do domu z koszykiem i od razu wiadomo, co będzie na obiad: masło, zeszklona cebulka, świeże grzyby i gęsta śmietanka. Sos, który pachnie tak, jakby ktoś przyniósł do kuchni cały kawałek mrocznego lasu.

​A potem przychodzi wieczór. Nie zawsze magiczny z obrazka. Czasem po prostu późny i zwyczajny. Człowiek jest zmęczony, kuchnia nie wygląda jak z katalogu, coś jeszcze trzeba sprzątnąć, telefon wciąż wibruje, a lista spraw na jutro dziwnie nie chce się skrócić.

​I dobrze.

Bo prawdziwe życie to nie jesienna pocztówka. ​Magia nie polega na tym, że nagle znikają wszystkie problemy. Polega na czymś znacznie prostszym – na tym, że mimo wszystko potrafimy zauważyć piękno. ​

Usiąść przy gorącej herbacie. Popatrzeć przez ciemniejące okno. Poczuć słodki zapach dżemu. Usłyszeć jednostajny deszcz. Przypomnieć sobie, że jutro też jest dzień.​ A może udać się na spacer.

I po prostu podziękować. Bogu za to, że jesteśmy.

Za zdrowie, kiedy dopisuje.

Za ludzi, których kochamy i z którymi możemy pomilczeć.

Za dom – nawet jeśli ciągle trzeba go ogarniać.

Za kawałek chleba, że nie jesteśmy głodni.

Za las, morze, jeziora i góry.

Za wszystkie cztery pory roku.

​I za tę jesień – jednocześnie trudną, zabieganą, ale i obłędnie piękną.​

Bo może właśnie tak wygląda całe nasze życie? Nie jest cały czas złote. Nie jest cały czas łatwe. Ale pomiędzy jednym obowiązkiem a drugim potrafi podarować chwile czystego zachwytu. A czasem – jeśli tylko zwalniając krok, na to pozwolimy – cały piękny dzień.

​I za to jestem po prostu wdzięczna.

​A Ty? Co tej jesieni zachwyciło Cię najbardziej? ❤️

Podobne wpisy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *