Ser biały z sardynką, smak dzieciństwa
Twarożek z sardynką to smak, który wraca do mnie od lat.
Nie wiem, jak Wy, ale ja czasem bardziej niż za wymyślnymi potrawami tęsknię za smakami z dzieciństwa.
Moja mama często robiła pastę z białego sera i sardynki z puszki. Nie było w niej nic niezwykłego. Ot, twaróg, rybka, trochę cebulki… A jednak do dziś pamiętam ten smak. Najlepiej smakowała na świeżym chlebie, może jeszcze lekko ciepłym. Siadaliśmy do stołu i nikt nie zastanawiał się, czy to modne, zdrowe albo wyszukane. Po prostu było dobre.
Dzisiaj zrobiłam ją po wielu latach i wystarczył pierwszy kęs, żeby wróciły wspomnienia.
Składniki:
250 g twarogu półtłustego
1 puszka sardynek w oleju
mała cebulka
pieprz
szczypiorek (jeśli akurat jest w ogródku)
Sardynki rozgniatam widelcem razem z odrobiną oleju z puszki. Dodaję pokruszony twaróg i drobno posiekaną cebulkę. Wszystko mieszam i doprawiam pieprzem.
Lubię podać ją na świeżym chlebie z pomidorem czy szczypiorkiem.
Dzisiaj mogłabym dodać szczypiorek, rzodkiewkę czy świeże zioła, ale czasami zostawiam ją dokładnie taką, jak robiła mama kiedy byłam mała. Bo niektórych smaków po prostu nie warto poprawiać. Kilka minut i gotowe.
Może ta pasta nie zachwyca wyglądem jak dania z restauracji, ale ma w sobie coś znacznie cenniejszego. Smak domu, dzieciństwa. I wspomnienie mamy z dawnych lat, które wraca z każdą kromką.
Jestem ciekawa, jakie smarowidło najczęściej robiło się w Waszych domach. Może odkryję dzięki Wam kolejny smak, do którego warto wrócić? 🍞
